- I jak tam humor dopisuje? - Spytała Kamila.
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się. - Jak na razie. Wiesz. Nie wiedziałam, że on będzie powołany. Tak to bym nie jechała.
- Oj daj spokój nie jedziesz dla niego, tylko żeby kibicować.
- No jo, ale to nie jest dla mnie fajny widok. - Powiedziałam.
- Wiem. - Mruknęła. - Ale tego dnia błagam. Bez skakania sobie do gardeł.
- Ja nawet nie zamierzam się do niego zbliżać. - stwierdziłam i spakowałam biało-czerwony szalik do torby.
Po spakowaniu się do Torunia jak zwykle zrobiłyśmy sobie seans filmowy. Padło na horrory jak zwykle. W pewnym momencie ktoś zadzwonił do przyjaciółki na skypa.
- No serio kto to?
- Kacper...- mruknęła i kliknęła zieloną słuchawkę. - No siema co jest?
- No siema. O Domcia!
- Siema Piechu. - Zaśmiałam się. - Co tam?
- A tak dzwonię pogadać. - Uśmiechnął się. - Wybieracie się na Memoriał, co?
- A no. - Odpowiedziała Kamila. - A ty?
- Może wpadnę. - Zaśmiał się. - A jak tam Dominika się trzymasz?
- Oj dajcie spokój. Toż to nie koniec świata. Dobrze. Póki co. A ty co? Obijasz się?
- A no tak. Trochę można? O której jutro będziecie w Toruniu?
- Jakoś koło 14, a co?
- To może skoczymy szybko na lody czy coś? Dawno się nie widzieliśmy.
- No spoko to możemy przyjechać w sumie jednym pociągiem wcześniej. - Stwierdziłam i spojrzałam na Kamilę.
- No pewnie. Fajnie będzie.
- To spoko - uśmiechnął się szeroko.
Chwilę jeszcze pogadaliśmy i pośmialiśmy się, a potem wróciłyśmy do oglądania filmu. Nie obyło się też bez alkoholu.
- Nasze mamy nas w końcu wyklną. Co sie widzimy to pijemy. - Zaśmiałam się
- Alkoholiczki. - zawtórowała mi. - Ale serio. Demoralizujesz mnie,
- Ja?! A kto non stop chce pić? - Spojrzałam na nią dalej się śmiejąc.
Poszłyśmy spać około 1 w nocy. Następnego dnia, gdy zjadłyśmy śniadanie umalowałyśmy się i ubrałyśmy, po czym pojechałyśmy do Torunia. Robiłyśmy od groma snapów i zdjęć. Po dwóch godzinach dojechałyśmy do Torunia Wschodniego. Wysiadłyśmy z pociągu.
- No to jak teraz idziemy? - Spytałam i włączyłam nawigację.
- Trzy kroki do przodu.
- Jaja sobie robisz? - Spytałam i spojrzałam na nią.
- Nie. - Odpowiedziała z uśmiechem.
- Hej dziewczyny! - Usłyszałyśmy Kacpra.
- O hej! - zawołałam.
Podeszłyśmy do niego i się przytuliłyśmy.
- Domcia jaka ty opalona?
- Szalało się na plaży i grało. - Zaśmiałam się. - Ale obyło się bez oparzeń.
- Tyle dobrego. Jak egzaminy?!
- No zdałam, zdałam. - Wyszczerzyłam się. 95% i 90%.
- No to moje gratulacje! A teraz jazda na lody. - powiedział.
Zaśmialiśmy się wszyscy. Poszliśmy sobie do Lenkiewicza . Usiedliśmy sobie na zewnątrz i zaczęliśmy jeść. Rozmawialiśmy dużo i się śmiałyśmy.
- Na całe 3 dni jesteście?
- Nie no co ty. Tylko dzisiaj. Tyle hajsu nie mamy - powiedziałam. - Ale może w tym sezonie jakoś wpadniemy do Łodzi albo Bełchatowa, ale to większe kombinowanie niż tu.
- No wyobrażam sobie. Ty z Gdańska, ty z Grudziądza to łatwo nie będzie. Nie zgadniecie, kto się o was pytał.
- No zaskocz nas.
- Facu.
- Facu?! - obie spytałyśmy z szokowane. - A co on chciał?
- Chyba was serio zaczął kojarzyć jak Kamcia się z nim pokłóciła, tobie życzenia składał. - Zaśmiał się.
- Takie gwiazdy. - Zaśmiałam się głośno. - W sumie beka.
- No i to jaka. To tym bardziej trzeba wpaść.
- No. - Odpowiedziałam.
Po krótkim epizodzie w lodziarni poszliśmy do nowej areny w Toruniu. Zajęłyśmy swoje miejsca. Jak się okazało Kacper siedział przy nas. Zrobił nam zdjęcie.
"Dawno niewidziane koleżanki zawsze dobrze widzieć! #MemoriałWagnera #Toruń"
Niedługo po tym Marek Magiera zaczął zagrzewać publiczność do kibicowania. Pierwszy mecz grał Iran z Francją. Cała nasza trójka kibicowała Francji i nie tylko ze względu na Niko Marechala.
Świetnie się bawiliśmy podczas meczu. Francuzi nie dali szans Persom nawet szans w jednym secie i szybko wygrali z nimi 3:0. Po nim właśnie podeszliśmy śmiało do barierek. Ja jeszcze szybko założyłam koszulkę Skry i byłam zadowolona. Po chwili Niko do nas podszedł i przywitał się z Kacprem, a potem z nami. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie. Potem Paulina. Niestety długo nie porozmawialiśmy, ponieważ miała się rozpocząć ceremonia otwarcia Memoriału. Staliśmy przy barierkach i słuchaliśmy jak Magiera przedstawia wszystkie drużyny, a oprócz nich była jeszcze Japonia no i oczywiście Polska. Po odsłuchaniu i odśpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego poszliśmy na swoje siedzenia.
- I jak się bawicie?
- My jak zawsze zajebiście. - Powiedziałam z uśmiechem. - Spytaj Kamilę.
- Zajebiście to za mało powiedziane. - Powiedziała szybko.
Zareagowaliśmy na to śmiechem.
- To jest jej pierwszy mecz reprezentacji.
- Serio?!
- mój drugi. - Dodałam.
- Jak to?!
- Pytaj naszych rodziców. - Odpowiedziała moja przyjaciółka.
Niedługo nadszedł moment, kiedy usłyszałam "Zawsze tam gdzie ty". Łzy napłynęły mi do oczu. Siatkarze się rozgrzewali, a my na stojąco z barwami wysoko uniesionymi w górę zaczęliśmy śpiewać. To był moment, na który czekałam od maja. Po zaśpiewaniu z całą halą ponownie usiedliśmy.
- Czekałam na ten moment od maja! Jak byłam w Ergo Arenie to nie puścili. - Jęknęłam.
- No co ty? Toć to świętość.
- No wiem! O matko aż mam łzy w oczach. - Zaśmiałam się.
- A jak się zjeżyłaś. - zauważyła Kamila.
- Co się dziwisz. - Uśmiechnął się Kacper.
- Nieczęsto w roli kibica co? - Spytałam.
- No nie, ale atmosfera za każdym razem to petarda.
- No wiem. - Uśmiechnęłam się.
I po kilku minutach nadszedł czas na odśpiewanie hymnów. Najpierw jak zawsze hymn gości, czyli Japonii, a potem Mazurek Dąbrowskiego. Jak zawsze a capella i jak zawsze to była magia w tym momencie. Usiedliśmy na krzesełkach.
Zaczęli przedstawiać podstawowe szóstki. Mecz rozpoczęliśmy podstawowym składem. Na rozegraniu był Drzyzga, na ataku Kuraś, na środku Bieniek i Pit, na przyjęciu Michał Kubiak i Buszek, a na libero tradycyjnie Paweł Zatorski. Jednak było widać, że nasi podstawowi zawodnicy mieli dość ciężkie nogi i grali troszeczkę ospale, co odzwierciedlał wynik 19:16 i 25:24 dla Japonii. nasze Orły jednak postawiły w dość nerwowej końcówce się odgryźć i wygrali pierwszego seta na przewagi 28:26.
W kwadracie dla rezerwowych stał Włodarczyk i ciągle z Karolem i Andrzejem się naszą stronę patrzyli. Zauważyłąm to. Kamila tak samo.
- Spokojnie Domcia. - szepnęła.
- Właśnie, nie zwracaj na niego zbytnio uwagi. - poparł Kacper.
- Dzięki. - Mruknęłam.
Nie była to dla mnie łatwa sytuacja, ale jakoś udało mi się skutecznie odwrócić uwagę od niego i skupić na meczu.
W drugiej partii początek gry po naszej stronie wyglądał zdecydowanie lepiej niż po stronie Japończyków. W drugiej połowie seta przy stanie 15:12, Antiga mógł odetchnąć i zaczął rotować składem. Po udanych atakach Kurka zastąpił Dawid Konarski, a Fabiana Drzyzgę Grzesiek Łomacz, a za Buszka pojawił się Artur Szalpuk. Okazało się, że gra z tymi zawodnikami okazała się jeszcze lepsza niż dotychczas. W partii wygranej do 15 było widać, że mistrzowie świata grają na co dzień w innej lidze niż Japończycy.
W trzecim secie pojawił się dawno nie widziany na parkietach, wykluczony dotychczas przez kontuzję Karol Kłos, a na libero pojawił się Piotrek Gacek. Dalej też grał Artur Szalpuk. Graliśmy na spokojnie, bez żadnej nerwówki. Set zakończył się 25:18. Wygraliśmy 3:0.
To była euforia wszystkich kibiców zebranych w hali. Szybko z Pauliną zeszłyśmy do barierek. Wiadomo Kacper wbił się na boisko, więc on nie musiał się przepychać przez setki kibiców. Ja zaś w końcu doczekałam się wymarzonego zdjęcia z Stephanem Antigą, autografu Pita oraz Marcina Możdżonka.
- Mama do mnie pisze. Już czekają na parkingu.
- Dobra to się zwijamy. Ale gdzie jest Kacper? - Spytałam.
- Gada z Karolem, Andrzejem i... Włodim.
- Zawołam go. - podeszłam do maksymalnej bliskości. - Kacper!
Chłopak usłyszał to i podszedł do nas.
- Co jest?
- My już będziemy uciekać, bo rodzice Kamili czekają już na parkingu. - Powiedziałam.
- Już? Szkoda... - mruknął. - No nic jedźcie ostrożnie, co?
- Siema gwiazdy! - Podeszła święta trójca, a odezwał się Wrona.
- O ile pamiętacie, to jest Dominika a to Kamila. Koleżanki z Gdańska!
- A tak pamiętam! - Zawołał Karol. - Tylko tym razem nie zabij mnie wzrokiem.- zaśmiał się Karol do Kamci.
- Spoko, tym razem funkcja bazyliszek wyłączona. - zawtórowała mi.
- O widzę Dominika koszulka Skry.
- A jak. - Uśmiechnęłam się do Kłosa.
Do Włodarczyka żadne z nas się nie odzywało, co było plusem, chociaż i tak czasami nastawała niezręczna cisza. Zrobiłam nam wszystkim selfie. Każdy szczerzył się jak głupi do sera.
- Jak się mecz podobał? - w końcu spytał.
- Wyglądał trochę jak towarzyski meczyk dla was, ale był świetny. - Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Karola.
- Prawie łatwo i szybko i po bólu. - dodała moja przyjaciółka.
- Dobra my serio musimy się zwijać.
- No dobra, to do zobaczenia wkrótce mam nadzieję.
- Na pewno. - Zaśmiałam się.
Przytuliłyśmy się mocno z Kacprem, Andrzejem i Karolem. Spojrzałam na Wojtka. Ten na mnie. Zmierzyliśmy się jedynie wzrokiem. W końcu z przyjaciółką wyszłyśmy stamtąd. Jednak nasz spokój nie trwał krótko.
- Dominika! - usłyszałam wołanie.
- Czy to... - szepnęła Kamila.
- Nieeee. - jęknęłam.
Odwróciłam się i moja intuicja mnie nie zawiodła. Wojtek.
- Co? - Spytałam.
- Telefon byś zgubiła gapo. - powiedział i mi go oddał.
- A. Dzięki. Patrz nawet nie poczułam, że mi wypadł. Skąd wiedziałeś, że to mój?
- Wziąłem swój i zadzwoniłem. - odpowiedział z delikatnym uśmiechem.
- W sumie nie najgorsza opcja. Dzięki. - mruknęłam i się zawróciłam.
- Dominika.
- Czego jeszcze dusza pragnie? - Spojrzałam na niego.
Czułam, że zaraz nadejdą mi łzy do oczu. Wzięłam głęboki oddech.
- Fajnie było cię widzieć.
- Nie powiedziałabym tego samego o tobie. - rzuciła moja przyjaciółka.
- Kamcia...
- Nie. - wtrąciła. - Za to, jak potraktowałeś moją przyjaciółkę powinieneś w ryj dostać. I to tak, żebyś w końcu zszedł na ziemię, panie gwiazda. - warknęła.
- Już dostałem. Od Domci. Po za tym to nie twoja sprawa.
- Moja, bo ja ją przyciągnęłam niemalże za chabety na tą pieprzoną plażę Gotyku, żebyście się w końcu ogarnęli oboje. Ale jak widać nie byłeś warty ani sekundy. A dostałeś to chyba jeden raz za mało.
- Dość! - krzyknęłam, kiedy Wojtek chciał coś odpowiedzieć. - Szkoda słów i nerwów na niego Kamcia. I tak go to nie zmieni.
- Skąd wiesz? - Usłyszałam go.
- Bo już raz się przejechałam jak Zabłocki na mydle. Podziękuję. - warknęłam.
- I tak cię dopadnę! - warknęła.
- Idziemy. - wzięłam ją za rękę i szaprnęłam.
- Domcia... - jęknął.
- Masz coś jeszcze do dodania? Bo jak tak to lepiej by było na ring przejść. - Powiedziałam. - Jak nie to do bardzo nie szybkiego zobaczenia. Albo najlepiej, żadnego. - dodałam i poszłam.
Cudem udało mi się zaciągnąć Kamilę do samochodu, ale na szczęście wtedy się uspokoiła i mogłam już tylko marzyć o tym, żeby wrócić do domu.



