wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 7: Tu masz mój numer.

Zima powoli ustępowała. Robiło się coraz cieplej. Zbliżała się też Wielkanoc. Był też mecz Skry. Znowu w Gdańsku. Faza play-off szła i to pełną parą. Byłam strasznie podekscytowana. Specjalnie zmieniłam sobie grafik na praktykach z powodu meczu. Jednak znowu był pewien problem. Nie mogłam zarezerwować biletów, bo byłam w hotelu. Na szczęście z pomocą przyszła moja najlepsza przyjaciółka Kamila. Kupiła mi bilet i podesłała mailem w załączniku, żebym sobie wydrukowała. Wtem pojawił się kolejny problem. Kamili na tym meczu nie będzie. Rozmyślałam nad tym, jak ja sama będę kibicowała Skrzatom, z dala od klubu kibica z Bełchatowa.

- Jak to cię nie będzie? - spytałam przez telefon.
- Nie mogę. Przecież to Wielka Sobota. Potem święta się zaczynają. Nie ma szans, żeby mama mnie zawiozła do Gdańska.
- No to czyli będę siedziała sama i wydziczała na polu bitwy z kibicami Lotosu Trefla... - westchnęłam ciężko. - Nie no spoko. Nie ma sprawy. Zdam ci relację. - powiedziałam.
- Na Pucharze Polski się zobaczymy.
- Dopiero w niedzielę, bo w sobotę jestem w Wawie. Czyli na Skrę mogę się też nie załapać.
- Przejdą na sto procent. Nie martw się. Dobra ja muszę lecieć. Trzymaj się tam.
- Jasne... Ty też. - powiedziałam i się rozłączyłam.

Czyli miałam być sama. No świetnie.
Kiedy jednak wróciłam do domu, zastała mnie bardzo miła niespodzianka. Mianowicie przyszła moja zamówiona wcześniej koszulka. Nie meczowa, ale taka zwykła od Skry. Już wiedziałam, w co się ubiorę w sobotę.

*

Był 4 kwietnia. Był mecz Skry. Oczywiście, że po 20 się zaczynał, bo jakże inaczej. Miałam tylko nadzieję, że nie wrócę za późno do domu. 

- Dobra, to ja się będę powoli zwijała. - powiedziałam, kiedy zaczęłam ubierać buty. 
- A ty gdzie idziesz? - spytał tata.
- No na mecz. Na Skrę, bo dzisiaj w Gdańsku jest. - powiedziałam nieco zmieszana.
- Znowu na Skrę? - spytała siostra.
- A na święconce byłaś? 
- Byłam, koszyczek w kuchni stoi. - mruknęłam. 
- Masz bilety? Kartę miejską? Legitymację? 
- Tak, mam mamo. - zaśmiałam się. - Ja lecę, bo mi autobus zaraz ucieknie. Cześć.
- A o której będziesz? - spytał tata.
- No nie wiem. Zależy jak się mecz potoczy. To nie ma ograniczonego czasu jak nożna. - odpowiedziałam i wyszłam.

Najcieplej dzisiaj nie było, o nie. Opatuliłam się szalikiem, czapą, i kurtką po sam nos, a i tak było mi zimno. Dzięki Bogu szybko przyjechał mój autobus. Kierowca jednak też nie poszalał z ogrzewaniem. 
Na szczęście bardzo szybko znalazłam się przy swoim "drugim domu". Byłam nie wiem czemu, o najwcześniejszej godzinie, której się dało, czyli na otwarcie drzwi. Na spokojnie oddałam kurtkę do szatni, poszłam do łazienki się ogarnąć, a potem pokierowałam się na halę. Akurat wchodzili siatkarze z Bełchatowa, co znaczyło, że po prostu zagrodzili mi drogę. i nagle bam! Ktoś mi pociągnął z bara. A u siatkarzy (żyraf) z bara wyglądało to tak, że dostałam po prostu w głowę.

- Ała! - jęknęłam i złapałam się za potylicę. - Dzięki Włodi! To było moje marzenie! - dodałam.

A Włodi jak to wiecznie zjaramy nie ogarnął sytuacji i poszedł ćwiczyć. Zaśmiałam się mimo bólu i poszłam na swoje siedzenie. Już czułam na sobie ten wzrok wszystkich kibiców Lotosu. A no tak, bo miałam koszulkę Skry. Usiadłam dość niepewnie na swoim miejscu. Przez bolącą głowę, 
Włodarczyka i moją przyjaciółkę do drugiego seta w ogóle nie skupiałam się na meczu. Po prostu wyłączyłam się.
Ogarnęłam się dopiero wtedy, kiedy po mojej stronie była skra. W przerwie rozmawiałam jeszcze z Kamilą, co dla niektórych było dość dziwne. Dla mnie troszkę dziwne i zaskakujące było to, że podczas tej przerwy Wrona i Włodi ze sobą rozmawiali, patrzyli się na mnie i uśmiechali. Pomyślałam z początku, że to czysty przypadek, ale tak nie było.
Podczas drugiej partii, kiedy to Włodi, Wrona, Lisinać, Winiar, Brdjovic stali w kwadracie, po raz kolejny odniosłam wrażenie, że na mnie się patrzą z uśmiechami i gadają coś do siebie. Tylko, że tym razem nie był to przypadek. To się działo przez calusieńki drugi set, który niestety Skra przegrała na przewagi.
W ciągu całego meczu znowu zdewastowałam swój klaskacz. Nie dość, że prawie go pogryzłam z nerwów, to jeszcze mi pękł na pół.
Niestety mecz nie ułożył się ani po mojej myśli (czyli szybciutkie 3:0 i po bólu), ani siatkarzy. Mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla Gdańszczan. Stałam całą końcówkę i kibicowałam, tak mocno jak się dało, mimo ogłuszającego dopingu kibiców Lotosu. Łzy Lisinaca, Piechockiego i całej reszty to było coś czego nie mogłam po prostu znieść. Sama płakałam. Kamila do mnie od razu zadzwoniła.

- Stara nie wierzę...
- Ja też. - odpowiedziałam chwiejnym głosem. - Po prostu wyję.  Idę teraz na tyły jak ostatnio i chyba pierwsze co zrobię, to się poryczę dosłownie jak dziecko.
- Ja muszę być cicho, bo wszyscy śpią, ale wyję też. - odpowiedziała.
- Najśmieszniejsze jest to, że nie mam za bardzo dojazdu do domu... Ja pierdole co to się porobiło...
- Daj spokój...
- Dobra stara ja muszę lecieć, bo pewnie zaraz wyjdą.
- Jo. To się zgadamy jakoś. - powiedziała i się rozłączyła.

Oprócz mnie na tyłach czekały jeszcze 4 dziewczyny, z tego dwie znałam z widzenia. Było potwornie zimno, jak na kwiecień. Chodziłam tylko w kółko, żeby nie zamarznąć na kość.
W końcu zaczęli się pojawiać pierwsi siatkarze Skry. A byli to Winiar, Lisinac, Kłos. Żaden z nich nie miał na nic ochoty. Mieli grobowe miny, ale poświęcili kilka chwil dla nas.
Ja stałam jak słup soli i nie wiedziałam, co miałam powiedzieć, bo miałam gulę w gardle. Udało mi się jedynie zgarnąć dwa filmiki od Wrony i Facu na urodziny dla Kamili.
Robiłam dla niej prezent urodzinowy już na osiemnastkę za rok, bo wiedziałam, że będzie z nim dużo roboty. W końcu wyszedł Piechocki, Wlazły i Włodi. Ten ostatni był tak przybity, że po prostu szedł bokiem. W końcu odważyłam się podejść do niego. Kij tam, że miałam łzy na policzkach, pewnie byłam rozmazana i wyglądałam jak zamarzniętych siedem nieszczęść.

- Włodi, nie załamuj się, graliście dobrze, zabrakło tylko trochę szczęścia... byliście tak blisko. - powiedziałam.
- Dzięki... - mruknął chwiejnym głosem.

Dopiero po chwili ogarnęłam, co powiedziałam. BOŻE, CO ZE MNIE ZA IDIOTKA, krzyczałam na siebie w myślach. A jednak chłopak się zatrzymał i na mnie spojrzał.

- Kojarzę cię. - powiedział, po chwili.
- Gadaliśmy ostatnio po meczu. - powiedziałam i lekko się zarumieniłam.
- A no tak pamiętam! Tylko teraz się za bardzo nie popisaliśmy...
- Nie ważne. Zawsze wam będę kibicowała, czy na żywo, czy przed telewizorem. Dla mnie to nie ma znaczenia. Jesteście najlepsi i tyle. - dodałam i szybko wytarłam policzek.
- Ej no nie płacz. - zaśmiał się cicho i mnie przytulił.

BANG! Włodarczyk mnie przytulił. To było jak wygranie życia.

- Po prostu nie mogę znieść jak płaczecie. - mruknęłam i wytarłam szybko policzki.

Siatkarz pomógł uporać mi się z tym problemem, poprzez ocieranie opuszkiem kciuka moje policzki.

- I po problemie. - powiedział z uśmiechem.
- Dzięki. - odpowiedziałam i poprawiłam czapę.
- A ogólnie jak Ci na imię, kibicu z Trójmiasta?
- Dominika. - uśmiechnęłam się.
- Wojtek, miło mi - podał mi rękę.

Z uśmiechem uścisnęłam ją.

- Mam nadzieję, że klaskacza nie pożarłaś. - parsknął śmiechem.
- No ej! - walnęłam go w ramię. - Mało co zawału tam nie dostałam! I jeszcze przed meczem w łeb od ciebie zarobiłam. - zaśmiałam się.
- Ode mnie!? Niby kiedy? - spytał.
- Jak wchodziliście na halę się rozgrzać. Serio nie poczułeś, że komuś z bara pociągnąłeś? - spytałam, śmiejąc się.
- Sorry. - powiedział. - Ale nie uszkodziłem Cię?
- Spróbowałbyś. - odpowiedziałam.
- Dobra, ja już muszę lecieć. - powiedział.

Ni stąd ni  zowąd zabrał mi telefon, po czym wpisał coś w nim i po minucie mi go oddał.

- Tu masz mój numer. Napisz, albo zadzwoń czasami. Fajnie by było na spokojnie pogadać, a nie na dziko po meczu.
- Mów mi to, jak ja miejscowa. - zaśmiałam się.
- Już się o to nie martw. Puchar Polski jest. - posłał mi swój uśmiech.
- No ale ja będę dopiero w niedzielę na finale, bo niestety lub stety jestem w Warszawie. - mruknęłam nieco niezadowolona z tego powodu.
- A co cię tam gna? - spytał zszokowany.
- Szkolna wycieczka i targi turystyczne... Daj spokój... żebym mogła się z kimś zamienić, to powiedziałabym, że to pierdziele i byłabym na Ergo cały weekend.
- To pewnie twoja kumpela zda ci relację. A właśnie, gdzie ona?
- Nie mogła być. Przecież... Za parę minut mamy Wielkanoc -odpowiedziałam z uśmiechem.
- Osz cholera faktycznie. - złapał się za głowę i się zaśmiał. - dobra teraz serio muszę uciekać. Uważaj na siebie. Właściwie, gdzie ty mieszkasz?
- Eee. W Gdańsku, ale to bardziej obrzeża. I mam około 30 kilometrów do domu. I właśnie z 5 minut mam autobus z przystanku, na który idzie się około 10 i to szybkim krokiem, więc utknęłam tu jeszcze na godzinę... - mruknęłam.
- Ty głupku. I co o której masz z głównego autobus?
- o drugiej... czyli w sumie nie będę musiała czekać za długo.
- Faktycznie godzina to nie jest długo. - powiedział ironicznie.
- Włodi, bo ci do dupy zaraz nakopię. - powiedziałam.

Ten się tylko zaśmiał głupkowato i nasunął mi czapę na oczy.

- Ej! - krzyknęłam i się zaśmiałam.
- Nie będziesz się tłukła sama. O nie.
- A mam inne wyjście? Nie mam, więc...
- A gdyby taksówkę zamówił?
- Nie.
- To z nami pojedziesz.
- Tym bardziej nie! - zaśmiałam się.
- Dobra uparciuchu, masz uważać na siebie. Do zobaczenia może za dwa tygodnie. I daj znać jak dojedziesz! - powiedział.
- Jasne. Będę cię budziła o 3 w nocy. - zaśmiałam się i spojrzałam na zegarek w telefonie. - Wesołych Świąt. - dodałam szybko.
- Wesołych Świąt, mała. - uśmiechnął się. - To do zobaczenia może za dwa tygodnie. - dodał, dalej się uśmiechając, po czym pocałował mnie w policzek i poszedł do busa.

O cholera jasna! On mnie pocałował w policzek! Krzyknęłam w duchu. I do tego miałam jego numer telefonu.
Mimo że przegrali ten mecz, wróciłam do domu jako najszczęśliwsza osoba pod słońcem. I wiedziałam, że w pewnym sensie wygrałam życie.


_______________________________

Witam was po nieco dłuższej przerwie. Niestety wena nie sługa i mnie opuściła na jakiś czas, ale postarałam się napisać dla nowy rozdział i mam nadzieję, że mnie nie ukatrupicie za te dwa miesiące niczego :(
Dajcie znać co sądzicie poniżej w komentarzach i do następnego! 

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 6: Czas zmian

To co się działo podczas meczu i po nim było nierealne. Przez następne dwa tygodnie gadałam tylko o tym. A podtrzymywał to fakt, że FACUNDO CONTE dodał mój i Kamili tweet do ulubionych, a na drugi odpisał! Mama nie miała pojęcia co mi jest, bo zaczęłam płakać i skakać ze szczęścia. Włączył mi się totalny fangirling. Nie sądziłam, że coś takiego kiedykolwiek będzie miało miejsce.
W sumie myślałam, że te dodawanie tweetów do ulubionych i tym podobne, to będzie jednorazowy wybryk a tu było tych incydentów więcej i więcej.
Moja czapa Miszcza dotarła do mnie w piątek. To było czekanie i czekanie, bo miałam nadzieję, że jeśli nie w środę to w czwartek przyjdzie, a tu nic. W końcu w piątek poczta przywiozła mi moje zamówienie. Od razu zrobiłam sobie w niej selfie i wysłałam Kamili, po czym wstawiłam na instagrama.
Mięły moje 18 urodziny, w końcu byłam pełnoletnia. Ten rok zapowiadał się naprawdę dobrze. Nie tylko ze względu na siatkówkę i te wszystkie mecze, ale też na znajomość i kontakt jaki nawiązałam z Kamilą. Bardzo szybko ta znajomość przerodziła się w przyjaźń. Byłyśmy niemal jak siostry. Rozmawiałyśmy ze sobą codziennie. Co lepsze, miałyśmy dosłownie takie same pasje, nie wliczając siatkówki.
Był marzec. Ze szkołą radziłam sobie coraz lepiej, zaczynałam miesięczne praktyki w hotelu. Ale czekał na mnie kolejny mecz skry.
Była sobota. Miałam wolne. Szykowałam się ponownie na mecz. Skra ponownie zawitała do Gdańska, więc nie było mowy, żebym nie poszła na Ergo i tego nie zobaczyła. Mama łagodnie stwierdziła, że mam pierdolca na punkcie siatkówki, ale tak było od podstawówki, więc to nie była dla mnie jakaś nowość. Skoro grała Skra to oznaczało, że Kamila też zawita na Ergo Arenę. Jednak nie udało się tak, żebyśmy miały koło siebie miejsca. Ja byłam w sektorze 115, a one w 101, czyli na przeciwko.
Tym razem one na mnie czekały trochę, bo korki oczywiście przy samym Sopocie były.

- Hej!- zawołałam, kiedy zobaczyłam Kamilę i jej koleżankę.
- Hej! - odpowiedziała z uśmiechem, po czym się przytuliłyśmy.- To jest Daria, moja koleżanka z klasy.
- Cześć - podałyśmy sobie ręce.

Nie poszłyśmy od razu na miejsca. Stałyśmy przy bandach, bo chciałyśmy jeszcze sobie porozmawiać.

- Ej ja chcę zdjęcie z Mielewskim.
- To mamy świetną okazję. - odezwałam się i wskazałam głową na pana Mielewskiego, który akurat wchodził na halę.
- Panie Mielewski możemy zdjęcie? - spytała Kamila szybko.
- Oczywiście! - odpowiedział z uśmiechem.

Do mnie należał zaszczyt robienia zdjęć.

- Ja taki nie umalowany. - zaśmiał się, na co wszystkie mu zawtórowałyśmy.
Kiedy każda z nas już miała z nim zdjęcie od razu je przejrzałyśmy. Wszystkie były świetne, a na moim akurat zamknął oczy.

- No ej - zaśmiałam się.
- Domi ma zawsze szczęście.
- Jak zawsze . - odpowiedziałam.

Potem poszłyśmy z powrotem tam, gdzie wcześniej stałyśmy. Zobaczyłyśmy, jak Andrea Anastasi rozmawia z Miguelem Falascą. Oczywiście, że chciałyśmy z nimi zdjęcia. To znaczy ja z Andreą miałam nawet dwa w tym dwa selfie, ale w końcu to mój ulubiony trener.
Kiedy skończył rozmawiać z trenerem Skry, od razu do nas podszedł z uśmiechem. To był tak pozytywny człowiek. Od razu zrobiłam dziewczynom zdjęcia. A potem Kamila zrobiła je mi. Podziękowałam grzecznie i kolejny raz obejrzałyśmy zdjęcia, które zrobiłyśmy.
W końcu siatkarze skry wyszli na parkiet! Nie spodziewałam się, że po raz drugi zobaczę swój ukochany klub na żywo. Od razu zaczęłam robić z dziewczynami zdjęcia i nagrywać filmiki. 
Zobaczyłam, że Wrona i Włodi non stop gadali, śmiali się  i co lepsze, co chwila patrzyli na nas. Taki przypadek, pomyślałam.

- Dobra ja chyba będę szła na swoje miejsce. - uśmiechnęłam się. 
- My chyba też.
- Będziemy sobie machać. - dodałam i poszłam na swój sektor. 

Skrzaty się zaczęły rozgrzewać, a ja non stop miałam snapchata włączonego i wysyłałam Kamili snapy. Gdy tak patrzyłam na Wojtka, to stwierdziłam, że on jest zawsze uśmiechnięty.
Wszyscy mieli nadzieję zobaczyć Michała Winiarskiego, ale niestety go nie było. A po ostatnim meczu z Sir Safety Perugią grał jak natchniony. Poszukałam informacji na ten temat i okazało się, że znowu odnowiła mu się kontuzja. 
Wkrótce nastąpiła prezentacja drużyn, ogłoszenie składów no i rozpoczęcie długo oczekiwanego pierwszego seta. 
Mecz zakończył się oczywiście wygraną PGE Skry. MVP został Mariusz Wlazły. Wtedy byłyśmy z dziewczynami już przy bandach. Cieszyłyśmy się i skakałyśmy ze szczęścia. Nagle podszedł do nas Wiceprezes Skry i zaczął nas przytulać i przybijać z nami piątki! To był dopiero szok! Spojrzałyśmy na siebie dość zaskoczone.
Doszło jednak do bardzo nieprzyjemnego incydentu. Trafił się nam taki ochroniarz, na którego żadna z nas w swoim życiu nie chciałaby trafić. Był strasznie chamski dla wszystkich kibiców. Tak zmieszał z błotem jedną dziewczynę, że aż się popłakała. I to właśnie przez niego nasza szansa na zrobienie sobie pamiątkowych zdjęć z siatkarzami i zdobycie autografów przepadła w tłumie.
Wyszłyśmy stamtąd przybite, ale najbardziej z nas chyba była Daria.

- Trochę słabo wyszło. - mruknęłam i spojrzałam na dziewczyny.
- Słabo? W mordę chciałam mu dać. - warknęła Kamila.
- Nie ty jedna. - dodała Daria.

Po paru minutach spacerowania ogarnęłyśmy pomysł, żeby pójść na tyły na autokary i to był kolejny złoty pomysł mojej przyjaciółki. Byłyśmy tam jako jedne z nielicznych. Czekałyśmy tam na siatkarzy Skry. W końcu zaczęli wychodzić po kolei. Z uśmiechami zaczęli rozdawać autografy i pozować do zdjęć. Nie wiedziałam, do kogo podchodzić, ale z dziewczynami szybko opanowałyśmy sytuację.
Najwięcej śmiechu miałyśmy, kiedy wyszedł Wrona w czapie Miszcza, którą ja też miałam na głowie. Kiedy poprosiłam go o zdjęcie z uśmiechem stanął i po chwili miałam piękną pamiątkę. Potem wyszli Karol z Włodarczykiem. Ten drugi spojrzał na mnie z uśmiechem. Myślałam, że mi serce stanie. Poszłam mimo wszystko do Karola z dziewczynami i zrobiłam im zdjęcia. Mi prawie uciekł.

- Karol jeszcze ze mną zdjęcie, prooooszę. - poprosiłam z uśmiechem.

On tak na mnie spojrzał i z uśmiechem powiedział.

- Dobrze, za czapę będzie.

Zaśmiałam się i podeszłam do niego, a Kamila mi zrobiła zdjęcie.

- Zagraliście świetny mecz. - dodałam.
- Dzięki, cześć. - pożegnał się, po czym poszedł do autokaru.

Zobaczyłam, że jeszcze Włodarczyk rozdawał autografy, więc do niego podeszłam. Ten od razu mnie dostrzegł i ponownie posłał mi uśmiech.

- Zdjęcie czy autograf?
- Najlepiej oba - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Robi się. - zaśmiał się i podpisał mój zeszyt i ustawił się do zdjęcia.

Po chwili miałam kolejną fotkę z nim.

- Dzięki. - powiedziałam dość nieśmiało, bo non stop obdarowywał mnie swoim uśmiechem i się na mnie patrzył.
- Nie ma za co. Podobał się mecz?
- I to jak. Chociaż było parę minusów.
- Jakich?
- No ty mało grałeś, nawet jeśli Marechal był do zmiany, bo mu nie szło za co. No i ten wredny kretyn, nazywający siebie osobą publiczną ochroniarz.
- Który?! - zapytał z powagą.
- Gdyby tu był, to bym go pokazała. - mruknęłam. - chyba cały szef tego. W życiu nie usłyszałam tylu wyzwisk na mnie, na moje przyjaciółki i na inne dziewczyny. Serio nawet żule nie są tacy chamscy. - dodałam.
- Patałach... To gdzie ja wtedy byłem?!
- W szatni. - zaśmiałam się.
- No tak. - mruknął i podrapał się po głowie.

Wtem usłyszeliśmy wołanie trenera.

- Muszę iść.
- To leć, niech nie czekają. - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.

Siatkarz oddał mi marker.

- To do zobaczenia na meczach.
- Ale w Gdańsku. - zaśmiałam się.
- Spoko. Cześć.
- Cześć. - odpowiedziałam i po chwili zostały tylko fanki.

Dziewczyny patrzyły się na mnie z takimi minami. Uśmiechnęłam się tępo i poszłyśmy. To był dla mnie istny szok. Gadałam sobie od tak z Wojtkiem, a inne nie. Czy to był przypadek? Nie wiedziałam, ale zapowiadał się czas zmian... 


wtorek, 19 maja 2015

Rozdział 5: Facu one last photo please! It's my birthday present!

 W końcu wszystko zaczęło okładać się po mojej myśli. Te bilety na mecz, fakt ze w końcu zobaczę Skrę na żywo motywował mnie do dalszego działania. Dosłownie odliczałam dni godziny i minuty do momentu aż wyjdę z domu i pójdę na autobus. A do tego spotkanie z Kamilą! To było już w ogóle szaleństwo! Tak się nam trafiło z tymi biletami.
W poniedziałek po rozmowie z Kamila i wcześniejszych planach zamówiłam czapę "Miszcz" ze strony Kłos vs Wrona. Bardzo chciałam żeby dotarła na środę, ale z poczta polska to było dość wątpliwe ze dojdzie tak jak tego chciałam.
W końcu nadszedł ten sądny dzień. 4 lutego. Ferie akurat mi się na początku tego tygodnia zaczęły wiec nie musiałam martwic się o szkole i inne sprawy z nią związane. Tego dnia umówiłam się jeszcze do fryzjera, żeby w miarę możliwości przywrócić moje włosy do stanu normalności i żeby jakoś wyglądały. Kiedy wyszłam z salonu odprężona i zadowolona z końcowego zadzwoniła do mnie mama.

- No co jest mamuś?- spytałam
- Przesyłka dotarła. Tyle co ja odebrałam. - odpowiedziała rodzicielka
- Jak to?! Serio?! Jezu tym bardziej gnam do domu! - pisnęłam na głos podekscytowana, po czym rozłączyłam się i pobiegłam do domu.

Wbiegłam do mieszkania jak opętana. 

- Gdzie to jest?! - Spytałam zmachana
- U ciebie w pokoju. - Odpowiedziała.

Nie minęły trzy sekundy a ja już byłam w pokoju i szukałam tej przesyłki jak jakiś debil.

- Mamo ale gdzie to jest? - Zawołałam
- No na łóżku - odkrzyknęła z kuchni.

Spojrzałam na zawiniętą rurkę. Co to jest?! Pomyślałam. Przecież to za nic nie jest czapka.

- Mamo... Ale to nie jest czapka. - wzięłam to coś do reki i poszłam do kuchni.
- No tak jakoś mi dziwnie było. - spojrzała na mnie rodzicielka. - A co to jest? 
- Nie wiem. - westchnęłam rozczarowana i odpakowałam to. 

Kiedy pozbyłam się wszystkiej folii i taśmy, wyjęłam przesyłkę niespodziankę z opakowania. Był to plakat ulubionego zespołu, który wygrałam jeszcze w grudniu zeszłego roku. Uśmiechnęłam się delikatnie do siebie. Nie było to, coś czego dzisiaj oczekiwałam, ale jak ja to mówię lepszy rydz jak nic. 

- A ty z kim idziesz na ten mecz? - usiadła w fotelu mama. 
- No z Kamilą.
- Jaką Kamilą? - spojrzała zdziwiona. 
- Ta, z którą się przez instagrama i fejsa zgadałam. - zaśmiałam się delikatnie.

Ach ta skleroza, pomyślałam. 

- A skąd ona właściwie jest? 
- Z Grudziądza. - oznajmiłam i poszłam się wyszykować. 

Jeszcze przed tym szybko zdałam Kamili relację z tego całego zamieszania z przesyłkami. Miała niezły ubaw. W sumie to było zabawne. 

- O której jedziesz?
- No tak, żeby na 19:00 zdążyć, bo akurat wtedy otwierają bramy.
- Mam nadzieję, że zdążysz posprzątać ten bajzel. - rzuciła i wyszła z pokoju.

Z racji tego, że był środek zimy, nie miałam zbyt wielkiego popisu, jeśli chodziło o ubranie się. Postawiłam na zwykłą bordową bluzę i czarne rurki. To był dla mnie idealny zestaw, bo nie lubiłam się odstawiać jak stróż w Boże Ciało. Ubrana, delikatnie umalowana i uczesana wyszłam po około 45 minutach z łazienki, założyłam kurtkę, wzięłam swoją torbę i poszłam na autobus.
Przez całą drogę byłam w kontakcie z Kamilą. Odliczałyśmy godziny, minuty do całego wydarzenia. Ja dodatkowo tramwajowe i autobusowe przystanki. Nie mogłam usiedzieć na tym pierdzielonym siedzeniu!
Zadzwoniłam do swojej koleżanki, by dowiedzieć się, gdzie dokładnie jest, ale do niej się dodzwonić, to gorzej jak do Obamy. Za chwile do mnie oddzwoniła i usłyszałam tylko:
"Słuchaj stara, ja mogę się spóźnić na mecz, bo mi się samochód popsuł!"
Myślałam, że na tym siedzeniu w tramwaju to zostanę. Zachowałyśmy spokój. Dotarłam jako pierwsza na halę, jeszcze musiałam czekać, aż otworzą drzwi, bo miało to się stać dopiero 19:00, a ja byłam parę minut szybciej.
Ostatecznie czekałam na swoją kumpelę tylko 10 minut przy wejściu.
- Czeeeeść! - pisnęłyśmy w jednym czasie i się przytuliłyśmy mocno.
I wtedy się zaczęło. Gęby nam się dosłownie nie zamykały, ja już współczułam ludziom, którzy siedzieli obok nas.
Stałyśmy jeszcze przez chwilę i nagle podszedł do nas dziennikarz z Radia Gdańsk.

- Cześć dziewczyny, mogę zadać kilka pytań? - spytał.
- Pewnie. - odpowiedziałam szybko z uśmiechem.
- Na początek, za kim jesteście?
- Ja jestem za Skrą. - odpaliła Kamila, a ten na nią spojrzał morderczym wzrokiem.
- Ja w sumie też. - zaśmiałam się.
- Oooo a skąd przyjechałyście?
- Ja z Grudziądza, w ogóle na ten mecz mogłam nie zdążyć, bo po drodze samochód mi się popsuł. - zaczęła opowiadać.
- Ja z Gdańska.
- A dlaczego jesteście za Skrą?
- To jest nasz ulubiony klub od dawna. - odpowiedziała Paulina.
- A jaki wynik typujecie?
- Oczywiście 3:0.
- Dla Lotosu. - wtrącił chłopak.
- Oczywiście, że Skry. - spiorunowała go wzrokiem.
- A pani?
- Ja myślę, że to będzie z pewnością zacięta walka o każdy punkt, i że wszystko wyjaśni się w tie breaku, mam nadzieję, że z korzyścią dla Bełchatowa. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Okej dzięki wielkie - uśmiechnął się i poszedł.
- Ledwo weszły i już fejmy. - zaśmiała się Kamila i poszłyśmy usiąść.

Typowałyśmy wyjściową szóstkę naszych skrzatów, opowiadałyśmy sobie nasze historie życia. Kiedy zauważyłyśmy siatkarzy Skry, włączył nam się mega fangirling. Zrobiłyśmy chyba z milion zdjęć.
Hit 23. kolejki rozpoczął się zaciętą walką po obu stronach siatki. Przez chwilę gdańszczanie, po efektownym bloku Bartosza Gawryszewskiego na Mariuszu Wlazłym, uzyskali nieznaczną przewagę, jednak Skra szybko odrobiła tą stratę. Niestety przy zawodnikach Miguela Falaski było więcej błędów, a gospodarze od początku stawiali równy blok utrudniając ataki mistrzom Polski. Gdy na środku siatki punkt zdobył Grzyb, na tablicy wyników widniała już czteropunktowa przewaga Lotosu Trefla Gdańsk. Pełną partię pomyłek na zagrywce i dominację Trefla zakończył błędem Conte przy stanie 25:18.
Pierwszy set jak praktycznie w każdym meczu był strasznie nerwowy, ale potem mogło już być tylko lepiej i tak było. W drugim secie Skrzaty były bardziej skoncentrowane, czego było widać efekty na parkiecie. Na ataku królowali Marechal i Facu. Gdy tylko mistrzowska ekipa zwiększyła obroty, gospodarzom dużo trudniej było wyprowadzić tak efektownie ataki, jakie miały miejsce na początku meczu. Niestety poziom udanych zagrywek po stronie Bełchatowian się nie podniósł. Niemal każdy podchodzący do serwisu zawodnik, albo trafił w siatkę, albo przestrzelił jak Stanley podczas piłki meczowej w finale Ligi Światowej 2012, gdzie zdobyliśmy złoto. Po drugim regulaminowym czasie nastąpił dobry moment dla Lotosu, którego efektem było odrobienie strat. Po nieczystym odbiciu Marechala obydwie ekipy miały po 20 oczek. Walka punkt za punkt trwała już do końca partii. Po błędzie w rozegraniu Falaschiego i skutecznym zbiciu na lewym skrzydle Włodarczyka, Skra wyrównała stan spotkania 25:27 z czego z Kamilą się bardzo cieszyłyśmy i wtedy po drugim secie usłyszałyśmy, że na Ergo Arenie padł REKORD FREKWENCJI! PRZYSZŁO AŻ 10635  OSÓB! To było coś!
W trzeciej partii Schwarz popisał się pojedynczym murem na Wlazłym. Jednak dla tak doświadczonego zawodnika nie była to deprymująca sytuacja. Atakujący PGE zdobywał kolejne oczka dając przewagę swojej drużynie. Po stronie gospodarzy bezcenny pozostawał Mateusz Mika, ale w pewnych momentach brakowało skuteczności Amerykanina - Troya. Z biegiem czasu przewaga bełchatowian rosła. Punkt w polu serwisowym zdobył Karol Kłos, a na środku zbijał Srecko Lisinac. Set bez większej historii zakończył się po ponownym ataku serbskiego środkowego przy stanie 19:25.
Ostatnią odsłonę lepiej zainaugurowali gospodarze, ale kwestią czasu było wyrównanie wyniku przez Skrę. Gdy kąśliwie zaserwował Kłos, na tablicy widniał remis 6:6. Po ponad dwugodzinnej batalii zauważalny był spadek skuteczności obu ekip. Siatkarze coraz częściej wykorzystywali kiwki i lekkie plasy. Mocniejsze ataki zazwyczaj lądowały pod nogami wykonujących je zawodników. Więcej sił do walki mieli zeszłoroczni złoci medaliści. Na środku Nicolas Uriarte częściej uruchamiał Lisinaca, a z drugiej linii atakował Conte. Gdy w boisko nie trafił Grzyb, Skra uzyskała już trzypunktową przewagę i już do końca spotkania ją utrzymała, co dało jej wygraną seta 22:25 i cały mecz zakończył się wynikiem 3:1. MVP został Nico Uriarte.
Szybko zbiegłyśmy do barierek, żeby zebrać chociaż jakieś pamiątkowe zdjęcia i autografy.Musiałyśmy się dosłownie przepychać przez tabun hotek w wieku 13 lat. Udało nam się dopchać do Włodiego. Ten wiecznie zacieszony z uśmiechem zapozował nam do zdjęć i podpisał się kumpeli na koszulce meczowej. Potem poszłyśmy dalej.

- Stara tam Facu rozdaje zdjęcia! - powiedziałam na tyle głośno, żeby usłyszała.
- IDZIEMY TAM! - krzyknęła.

Dosłownie obie wtedy miałyśmy niezłego crusha w Argentyńskim przyjmującym, więc gdy tylko go zobaczyłyśmy, pognałyśmy z prędkością światła.
Oczywiście dotarłam pierwsza, bo Kamila jeszcze musiała się przepchać przez setki ludzi (w większości dziewczyn) chcących dostać zdjęcie i autograf od siatkarzy Skry.
Podeszłam do niego szybko.

- Facu one last photo for me and my friend, she'll come in a minute. - powiedziałam szybko, ale mnie nie usłyszał, to się powtórzyłam. - Facu one last photo please! It's my birthady present! - poprosiłam z nadzieją.

Brunet na mnie spojrzał i odpowiedział:

- okay.

I po chwili zaczął mówić.

- Happy Birthday to you, hope you had amazing day. - dodał z uśmiechem, a ja zamarłam.

On właśnie ZŁOŻYŁ MI ŻYCZENIA! Miałam zgon na miejscu. Wtem przyszła Kamila. Spojrzała na mnie zdziwiona.

- I co? - spytała.
- Facu. - zająkałam się. - on złożył mi życzenia urodzinowe. - szepnęłam z niedowierzaniem.

Kamile zamurowało podwójnie. W końcu podeszłyśmy obie do niego, zrobiłyśmy sobie z nim zdjęcia i zgarnęłyśmy autografy.

- Dobra główną gwiazdę programu już mamy - zaśmiałyśmy się,  po czym poszłyśmy do Kłosa bo widziałyśmy, że rozdaje autografy.

Przepchanie się do niego chociaż o krok graniczyło z cudem! Wszystkie dziewczyny z hali się ustawiały w kolejce, w sumie nie można było tego nazwać kolejką, bo to był tabun przepychających się dziewczyn, a wśród nich my.

- Karol możemy zdjęcie? - zaczęłyśmy gorączkowo pytać, bo zaczynał się oddalać.
- Sory dziewczyny, ale autobus mam. - powiedział i poszedł.

To było chamskie. Patrzymy, a on poszedł pięć kroków dalej i kontynuował rozdawanie autografów i zdjęć. Patrzałyśmy na niego z miną "czy ty sobie jaja z nas robisz w tym momencie?" No nic. Poszłyśmy z powrotem na początek, bo zauważyłyśmy Szampona.
Był dość niemrawy, bo mu nic dzisiaj nie wychodziło, ale gdy Kamila mu podziękowała za koszulkę wygraną w jego konkursie, od razu się ożywił i z uśmiechem zrobił sobie z nami selfie.
Zadowolone wyszłyśmy z hali, wysłałyśmy sobie zdjęcia i po dość krótkim czasie się pożegnałyśmy, bo ciocia z wujkiem na nią już czekali, a mnie czekała żmudna podróż N13 do Dworca, a potem N5 do domu. Mimo to, był to najlepszy urodzinowy prezent jaki kiedykolwiek dostałam.

__________________

Witam was po dość długiej przerwie :)
Nie wiem co mam napisać, jak wytłumaczyc tę nieobecność, ale mam nadzieję, że jesteście tu i przeczytaliście rozdział :)
Do następnego!

wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 4: MUSZĘ iść na ten mecz!

Po pierwszym meczu zostały już tylko świetne wspomnienia, parę filmików i zdjęć, ale trzeba było żyć dalej. Mecze meczami, ale szkoła też była, więc nie mogłam sobie na za dużo pozwolić. Byłam tylko na meczu z AZS-em Politechniką Warszawską, gdzie Gdańszczanie wygrali 3:2, z Cerradem Czarnymi Radom, gdzie Lotos rozgromił ich 3:0 no i po Nowym Roku wpadłam na mecz z Transferem Bydgoszcz, gdzie Gdańsk wygrał 3:2.
Ten semestr był wyjątkowo krótki, a jeszcze były praktyki w drugim. Nauczyciele dosłownie nie dawali nam przed nimi żyć. Sprawdzian gonił sprawdzian, kartkówka kartkówkę, do tego jeszcze jakieś prace stylistyczne i inne na polski. To był istny horror.

- Dominika masz zrobioną pracę domową? - spytała nauczycielka. 

Szybko się zerwałam z ławki i spojrzałam z taką miną "O co chodzi?!" na wszystkich w mojej grupie od niemieckiego. Natalia mi szepnęła na ucho po chwili, że były aż dwie strony w ćwiczeniach. Zamurowało mnie. Spojrzałam z nietęgą miną na panią.

- No bo wie pani... - zaczęłam cicho. - Nie miałam zbytnio czasu. - dopowiedziałam. 
- No wiesz co Dominika? - spiorunowała mnie wzrokiem. - Wszyscy mają czas w tej grupie, tylko nie ty. Co się z tobą dzieje? 
- Nic się nie dzieje! Po prostu nie mam czasu na wszystko. Myśli pani, że jak siedemnastu czy osiemnastu nauczycieli się skrzyknie na jeden tydzień ze sprawdzianami, kartkówkami i pytaniem, to jest tak łatwo się na to wszystko nauczyć? - spytałam. 
- No ale tylko ty pracy domowej nie masz.
- Boże niech już mi wstawi pani tą jedynkę i będzie spokój... Jezu. - mruknęłam pod nosem. 

I od tego dnia miałam u niej szczególnie przerąbane. Nie dość, że dostałam jedynkę, to jeszcze uwagę do dziennika. Marzyłam o takim dniu. 
Wyszłam z sali tak zdenerwowana. Nauczyciele nie potrafili tego pojąć, że my robotami nie jesteśmy i nie wyrobimy ze wszystkim na pstryknięcie palca. 
Ten dzień w szkole był bardzo ciężki. Nie miałam już siły absolutnie na nic. Wróciłam do domu zmordowana gorzej jak po trzech WF-ach pod rząd. Na szczęście rodziców nie było. Rzuciłam torbę na fotel, zdjęłam buty i kurtkę, po czym poszłam do swojego pokoju. Z niecierpliwością czekałam na wiadomości o biletach na mecz z PGE Skrą Bełchatów - drużyną, której jestem kibicem od podstawówki. 
Weszłam na stronę klubu i zaczęłam szukać informacji. Niestety żadnych nie znalazłam, więc powędrowałam na Facebooka, gdzie było większe prawdopodobieństwo, że coś będzie na ten temat. To był strzał w dziesiątkę! Bilety wchodziły do sprzedaży 21 stycznia! Czyli dosłownie za dwa dni! 

- Ja MUSZĘ iść na ten mecz! - powiedziałam na głos. 

Wiedziałam, że to będzie arcyważny mecz. Nie tylko dlatego, że był 4 lutego - dosłownie tydzień przed moimi urodzinami. Po raz pierwszy miałam okazję do zobaczenia mojej kochanej Skry na żywo!

*

W końcu nadszedł wyczekany dzień sprzedaży biletów! Rodzice byli tak kochani, że dali mi pieniądze na ten wyczekany bilet w ramach prezentu urodzinowego. Niestety godzina była nieciekawa, bo 11:00, a nie mogłam urwać się ze szkoły tak wcześnie. Maksymalnie z dwóch wf-ów i tylko tyle. Kiedy angielski zawodowy się skończył dosłownie wybiegłam z sali, potem ze szkoły i pojechałam do Głównego do Empiku, bo pisali na stronie, że w salonach można też kupić. Pomyślałam sobie No dobra skoro można w Empiku to szybko skoczę i pojadę prosto do domu, bo w sumie po drodze. Ale tak nie było. Dziewczyna nie wiedziała w ogóle o co chodzi, po czym powiedziała, że w ogóle nie prowadzą sprzedaży takowych biletów. Wkurzona wyszłam stamtąd. 
Sprawdziłam w internecie, ile już sprzedali. Załamała mnie ilość wyprzedanych miejsc. Szybko pobiegłam na tramwaj w stronę Wrzeszcza. Jak na złość musiałam czekać około sześciu minut (które się niemiłosiernie ciągnęły) na "Dwunastkę".  Kiedy w końcu raczyła przyjechać pojechałam na Jaśkową Dolinę do dobrze mi znanego już Sklepu Koszykarza. Wiedziałam, że tam na sto procent sprzedają bilety na mecze Lotosu Trefla, więc nie musiałam się o to kompletnie martwić. 

- Dzień dobry. - przywitał mnie ekspedient. 
- Dzień dobry. - odpowiedziałam grzecznie. - chciałabym kupić bilet na mecz Lotosu Trefla ze Skrą Bełchatów. 
- Dobrze. Proszę podejść, wybrać sobie miejsca. - powiedział, po czym ja podeszłam. - Proszę wybrać kondygnację.
- Pierwsza. 
- Z nią może być ciężko, ale może jakieś miejsca jeszcze zostały. - spojrzał na mnie ukradkiem i włączył daną kondygnację.

Wiadomo było od razu, że najlepsze sektory, czyli 116, 115, 114, 113, 112 i tym podobne zostały już dawno wyprzedane. Moje serce non stop przyspieszało z nerwów. 

- Sektor 101? - spytał.
- Pokaże pan? - poprosiłam 
- Proszę. - przepuścił mnie, żebym spojrzała na miejsca. 
- Może to miejsce pierwsze w szóstym rzędzie? 
- Normalny, ulgowy? 
- Ulgowy. - odpowiedziałam, po czym wróciłam na "swoją" stronę lady. 

Po paru chwilach zapłaciłam 20 złotych za bilet i miałam go w ręce. Wtedy kamień spadł mi z serca. nie dość, że udało mi się kupić bilet, to jeszcze miałam nie najgorsze miejsca.
Kiedy wsiadłam już do tramwaju, żeby dostać się z powrotem do Głównego, usiadłam sobie wygodnie na "czwórce", wyciągnęłam bilet z książki i oczywiście zrobiłam mu zdjęcie:


które zaraz poszło na instagrama z podpisem "Zapowiadają się najlepsze urodziny!" i masą hashtagów. Tego dnia też do sprzedaży wchodziły bilety na mecz z Jastrzębskim Węglem, na który też chciałam iść, ale wiadomo, że nie na wszystko ma się pieniądze. 

Mimo wszystko wróciłam do domu bardzo szczęśliwa z powodu, że jedno z moich największych marzeń w końcu się spełni.

- I co masz ten bilet? - spytała mama, kiedy tylko przekroczyłam próg mieszkania. 
- Nooooo. - odpowiedziałam z szatańskim uśmiechem i zaraz jej go pokazałam.
- Na biurku masz jeszcze 20 złotych. - oznajmiła, krótko. 
- Dzięki. - odpowiedziałam nieco zdziwiona, bo rzadko kiedy dostawałam jakąkolwiek kasę od swoich rodziców. 
Poszłam do swojego pokoju z lekkim uśmiechem na twarzy. To znaczyło jedno. JUTRO IDĘ PO BILET NA JASTRZĘBSKI!
Od momentu wstawienia zdjęcia na Instagrama, odezwała się do mnie dziewczyna- Kamila, z którą wcześniej w sumie znałam czy kojarzyłam z grupy o naszym ulubionym zespole. Jak się okazało, akurat obok mnie zwolniło się miejsce i siedziałyśmy obok siebie! Tym bardziej byłam szczęśliwa, bo chodzenie samej na mecz nigdy nie jest fajne. Tym bardziej nie mogłam doczekać się tego meczu! 

Liebster Award 2

Za nominację chciałabym podziękować Paulinie (czekaj do majówki, to wyprowadzę twoje jedynki na spacer XD) :)

Pytania od niej:
1) Od jak dawna interesujesz się siatkówką?
Od podstawówki 
2) Twój ulubiony siatkarz i dlaczego?
Zdecydowanie Krzysiu Ignaczak, ponieważ jest zawsze sobą i daje z siebie wszystko i ma bardzo interesującą osobowość :D
3) Co popchnęło cię aby zacząć pisać opowiadanie?
Paulina xD
4) Ulubiony przedmiot w szkole?
Angielski i niemiecki 
5) Byłaś na jakimś meczu?
Oj i to wielu :) Chodzę głównie na mecze Lotosu Trefla, a byłam jak grali oczywiście na Ergo Arenie z Zaksą, AZS-em Politechniką Warszawską, Cerradem Czarnymi, Transferem Bydgoszcz dwukrotnie, Jastrzębskim Węglem, Skrą Bełchatów trzykrotnie i teraz w niedzielę na finale Pucharu Polski :)
6) Zabawna historia z twojego życia.
To była podstawówka. Poszliśmy z klasą do teatru. Kiedy oddaliśmy już kurtki, na przeciwko było (według mnie) przejście na salę. To poszłam tam pewnym krokiem. Jak przygrzałam w to lustro całą sobą to spojrzałam na dół lustra niczego jeszcze nie świadoma, bo myślałam, że się z kimś zderzyłam i powiedziałam "O przepraszam bardzo". Dopiero wtedy zorientowałam się, że zderzyłam się z lustrem i powiedziałam przepraszam do własnego odbicia XDD
7)Ile masz lat?
18
8)Ulubiony portal społecznościowy?
Zdecydowanie Instagram, Twitter i Facebook :D
9) Ulubiony klub siatkarski?
PGE Skra Bełchatów :)
10) Ulubiony trener?
Andrea Anastasi :D
11) Z kim chodzisz na mecze?
Z Pauliną xDDD 


Dalszych blogów nie nominuję, bo nie czytam wielu, jeszcze raz dziękuję za nominację :*



poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Liebster Award

Na początek chciałabym podziękować za nominację I'm a Princess i szczypiorek. Powiem szczerze, że jestem bardzo zaskoczona tymi nominacjami, bo nie spodziewałam się, że komukolwiek spodoba się mój blog, a tym bardziej, że ktoś mnie nominuje :)

Liebster Award jest nominacją, w której nominuje się blogi, które uważamy za dobre i z chęcią czytamy. Odpowiada się na 11 zadanych przez nominującego pytań, a potem tyle samo pytań zadaje się nominowanym przez nas blogom oraz je się informuje ( i powiem szczerze, że niem czy dam radę znaleźć taką ilość blogów do nominacji, a raczej będzie tylko jeden).

Na początek pytania od I'm a Princess:

1.       Jak zaczęła się Twoja historia z pisaniem?
W sumie nie wiem. Kiedyś pisałam sobie tak "do szuflady" i w końcu pod namową koleżanki zaczęłam pisać własnego bloga i mi się to spodobało i tak "siedzę" w tym biznesie :)
2.       Ulubiony klub siatkarski?
PGE Skra Bełchatów :)
3.       Co jest Twoją pasją i dlaczego?
Moją pasją jest siatkówka, ponieważ od podstawówki już pokazywała, że ten sport łączy ludzi, uczy współpracy, komunikacji, szacunku i innych bardzo ważnych wartości 
4.       Jak sądzisz: wyróżniasz się z tłumu w jakiś sposób?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam powiem szczerze, ale chyba nie :D
5.       Jakie masz najlepsze wspomnienie z wakacji?
Wesele mojego wujka z zeszłego roku ;)
6.       Ulubiony zespół/wykonawca?
Ed Sheeran, The Neighbourhood, Years&Years 
7.       Co Cię najbardziej denerwuje?
Kiedy osoba nie potrafi być szczera i udaje kogoś kim nie jest
8.       Co zazwyczaj robisz w deszczową pogodę?
Biorę gitarę, kostkę i zeszyt i sobie komponuję :)
9.       Co chciałabyś robić w przyszłości? Wyjaśnij dlaczego akurat to.
Na pewno chciałabym zostać piosenkarką lub robić coś związanego z muzyką, ponieważ to jest podobnie jak siatkówka moja ucieczka od wszystkiego :)
10.   Którego z siatkarzy chciałabyś kiedyś spotkać? Uzasadnij wybór.
Chciałabym spotkać Krzyśka Ignaczaka, ponieważ jest to wielki człowiek o wielkim sercu, jest bardzo pozytywny, zawsze daje 100% siebie na boisku i jest śmieszny :)
11.   Kto jest Twoim autorytetem?
Polscy siatkarze :) 

Pytania od szczypiorka :)

1. Dlaczego piszesz bloga?
Piszę bloga, ponieważ jest to jedno z zajęć, które lubię :)
2.Trenujesz siatkówkę? Albo inny sport? Dlaczego?
Nie trenuję niestety żadnego ze sportów, a bardzo żałuję...
3. Kto jest twoim autorytetem?
Polscy siatkarze :)
4. Jaki jest twój ulubiony siatkarz?
Krzysiu Ignaczak, bo ma poczucie humoru, jest świetnym libero i mogłabym tak pisać i pisać :)
5. Jaki klub jest ci najbliższy?
Jeśli chodzi o odległość to Lotos Trelf Gdańsk, a duchowo i w ogóle to PGE Skra Bełchatów już od dzieciństwa! :)
6.Jakie jest twoje wymarzone miejsce na wakacje?
Chorwacja i te sprawy :D
7. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
Soldier - Gavin DeGraw
8. Jaka jest twoja ulubiona książka?
Wszystkie części Harrego Pottera :)
9.Jakie jest twoje największe marzenie?
Znać osobiście jakiegoś siatkarza :D 
10. Jaki jest twój ulubiony kolor?
Szary :)
11. Ile masz lat?
18 :)



Jeszcze raz dziękuję za nominację! :)


Ja nominuję:

http://okiemdziewczynysiatkarza.blogspot.com

Pytania ode mnie:

1. Jaki jest Twój ulubiony klub i dlaczego?
2. Najlepsze wspomnienia z meczu?
3. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
4. Gdybyś mogła spełnićjedno marzenie, co to by było?
5. Co jest twoją motywacją do pisania bloga? 
6. Ile masz lat?
7. Gdybyś mogła mieć jedną supermoc, co to by było?
8. Kto jest twoim autorytetem i dlaczego?
9. Myślisz o założeniu kolejnego bloga? 
10. Jakiej cechy nienawidzisz u drugiej osoby?
11. Twój ulubiony siatkarz/siatkarka? 






wtorek, 7 kwietnia 2015

3. Pierwszy mecz.

Po prezentacji Lotosu Trefla wiedziałam już w stu procentach, że na swój pierwszy mecz pójdę niedługo. To mnie naładowało pozytywną energią. Tym pierwszym meczem okazał się być mecz Lotos Trefl - Zaksa Kędzierzyn Koźle. Niestety na mecz inaugurujący nie mogłam iść, dlatego postanowiłam, że tym pierwszym meczem będzie mecz II kolejki PlusLigi.
W niedzielę zaraz po tym jak wstałam, pojechałam do Galerii Bałtyckiej do Toys4Boys, żeby kupić bilet. Wszystko zapowiadało się dobrze, gdyby nie to, że po dziesięciu minutach czekania, aż włączy się strona, mężczyzna powiedział mi, że niestety nie da rady, bo sprzęt nie chciał z nim współpracować.
Wtedy szybko wyszłam z molochu i pokierowałam się na przystanek tramwajowy. Przecież niedaleko był Manhattan. Wsiadłam w pierwszy lepszy tramwaj i po paru minutach byłam już na Jaśkowej Dolinie. Orientacyjnie pojechałam ruchomymi schodami na pierwsze piętro i bingo! Znalazłam Sklep Koszykarza. Szybko tam popędziłam, jakby ktoś mnie gonił.

- Dzień dobry. - powiedział ekspedient.
- Dzień dobry, ja bym chciała mecz na bilet Lotosu Trefla i Zaksy Kędzierzyna Koźle. . - powiedziałam niczym z automatu.

On na mnie spojrzał z takim uśmiechem. Dopiero po tym zorientowałam się, jaką głupotę palnęłam. Boże Szafraniec, ty idiotko, pomyślałam. Zaśmiałam się nerwowo.

- Yyy... znaczy się bilet na mecz. - poprawiłam się.
- Może od razu tez wynik? - zaśmiał się.
- Obejdzie się. - odpowiedziałam.

Myślałam, że zapadnę się po ziemię. Widać było, że ekspedienci mieli ze mnie niezłą bekę. Miałam nadzieję, że moje miejsca jeszcze były. Kiedy jeden z nich kazał mi wybrać sobie kondygnację i miejsca, zauważyłam, że moje miejsce było. Szybko je wybrałam i po paru chwilach miałam bilet w rękach. Pożegnałam się grzecznie i opuściłam sklep, a następnie centrum handlowe.

*

W szkole cały czas myślałam i rozmawiałam z koleżankami o tym meczu. Byłam tak podekscytowana, że o niczym innym nie potrafiłam rozmawiać. Czas do piątku upłynął bardzo szybko. Nie jechałam do domu po szkole, tylko pojechałam do wujka, który mieszkał nieco ponad 5 minut drogi od Ergo Areny. Wjechałam windą na dziesiąte piętro. 

- Cześć młoda. - przywitał mnie, gdy otworzył drzwi.
- Cześć. - uśmiechnęłam się szeroko. - Ooo i Asia jest. - uśmiechnęłam się szeroko.

Zdjęłam buty i kurtkę, po czym poszłam do salonu. Oczywiście się nie obyło bez pytań typu " Jak tam w szkole?"
Mecz zaczynał się o 17:00, więc dużo czasu nie zostało. 

- Zjesz obiad? - spytała. 
- Nie, nie dziękuję, nie chcę zawracać głowy. - zaśmiałam się. - A po za tym i tak za parę minut muszę wychodzić. 
- A na którą jest mecz? 
- Na 17:00. - odpowiedziałam. 
- No to faktycznie, to chociaż zjedz sobie banana, Mariano zrobi Ci kanapki i herbatę. - powiedziała z uśmiechem.
- Naprawdę. 
- Dominika nawet nie dyskutuj, potem mama powie, że cię głodzimy. - zaśmiał się wujek. 

Z nim zawsze miałam dobre kontakty. Kiedy poprosiłam o jedną kanapkę, żeby nie było, zrobił mi cztery, do tego miałam zjeść banana i wypić herbatę. 

- Gdzie ja to pomieszczę?! - zaśmiałam się.
- To wszystko z talerza ma zginąć. - powiedział z powagą. 

Spojrzałam na niego z lekkim przerażeniem. On nie żartował. Zdołałam zjeść tylko dwie kanapki, tego banana no i wypiłam herbatę. Cudem udało mi się wyjść stamtąd. Prawie się kulałam. 

Ogarnęłam sobie skrót, którym w miarę sprawnie przeszłam. Sporo ludzi szło i za mną i przede mną. Czułam stado motylków w brzuchu. Kiedy weszłam do Ergo, oczywiście sprawdzili bilet, torebkę i w końcu mogłam wejść na halę. Miałam miejsce w sektorze 115, rzędzie I, a miejsce 6. Goście i gospodarze się już rozgrzewali. Nagrałam parę filmików i zrobiłam parę fotek. Udało mi się uwiecznić Zatiego (mimo że stał tyłem), Gumę, trenera Świderskiego, Kooya, Witczaka i Gladyra.


Po paru chwilach zaczęli sobie odbijać piłki. Ja w tym czasie zdążyłam złożyć klaskacz. Tylko zdążyłam się schylić i mi piłka przeleciała nad głową! Usłyszałam tylko świst. Podniosłam głowę szybko i spojrzałam zaskoczona w stronę siatkarzy. To była piłka od Zatiego. Tylko na mnie spojrzał i poszedł dalej robić swoje. Dobra pierwszy zamach przeżyłam, pomyślałam. Niedługo po tym drużyny zostały przedstawione i wyjściowe szóstki wyszły na parkiet.
Mecz lepiej rozpoczęli Gdańszczanie. W ataku świetnie spisywali się Mateusz Mika i MVP pierwszej kolejki Wojtek Grzyb. Na pierwszej przerwie technicznej Lotos prowadził 8:6. Przewagę utrzymywali do końca seta, wygrywając dość niespodziewanie 25:20. Gracze Zaksy mieli sporo niedokładności w każdym punkcie, ale najbardziej w rozegraniu, gdzie Świderski nawet odważył się na zdjęcie z parkietu Zagumnego. 
Na początku byłam tym wszystkim zaskoczona. Te przyśpiewki, klaskanie, meksykańska fala. Do tego słyszałam wszystko co, mówił trener, a dokładniej łacinę podwórkową przy każdej nieudanej akcji. W telewizji można było to odczytać z ruchów ust, a na żywo to kompletnie inna bajka. 
Na początku II seta gospodarze utrzymywali dobrą grę i wypracowali przewagę 8:4 na pierwszej przerwie technicznej. Po niej jeszcze dołożyli szczelny blok i powiększyli swoją przewagę do sześciu punktów. Jednak po chwili zaczęli popełniać dość proste błędy, co Kędzierzynianie doskonale wykorzystali pozostawiając Lotosowi tylko jeden punkt przewagi i wtedy trener Anastasi wykorzystał pierwszą przerwę, po której żółto-czarni zaczęli znowu grać jak w pierwszym secie. Wtedy już goście stracili rytm i przegrali II seta takim samym wynikiem, jak pierwszego. 
W niektórych momentach gry czasami zamierałam, szczególnie przy utracie tak wysokiego prowadzenia. Kibicowaniem byłam tak pochłonięta, że mój klaskacz nie wytrzymał i pękł na pół. Wtedy jakaś dziewczyna, co siedziała obok mnie dała mi drugi i mogłam dalej klaskać, tylko że nieco delikatniej. 
Trzecią odsłonę Zaksa zaczęła od prowadzenia. Po raz pierwszy w tym meczu, ale przez nieporozumienia na linii Zagumny- Kooy Lotos poderwał się i zszedł na przerwę z dwupunktowym prowadzeniem. Świderski zaczął bardziej rotować składem, ale nie przyniosło to pożądanego efektu, o czym świadczyły jego wykrzyczane przekleństwa. Ten set zakończył się przy stanie 25:18 i tym samym Lotos wygrał 3:0, a MVP został Sebastian Schwarz.
Byłam bardzo ucieszona tym wszystkim, ale szczerze po Zaksie spodziewałam się czegoś więcej. Wściekli siatkarze udali się do szatki, a zostali tylko nieliczni. Byli to między innymi Zati i Wiśnia. 
Piewszy jednak rozdał z trzy autografy i nie zważając na prośby kibiców poszedł do szatni. Udało mi się dopchać do Wiśniewskiego. 

- Mogłabym prosić o autograf? - spytałam dość nieśmiało.
- Pewnie. - odpowiedział i wziął ode mnie lekko zdewastowany klasacz i marker.

Jednak, kiedy próbował się podpisać, nastąpił mały problem. 

- Nie pisze.

I wtedy mnie zamurowało. Spojrzałam na niego zszokowana. Jezu, co za wstyd, pomyślałam,

- Jak to? - jęknęłam niezadowolona.

No to wujek dał mi piszący mazak. Normalnie niczym kulą w płot. Zdążyłam go szybko poprosić o zdjęcie. Potem udało mi się zdobyć autografy z dedykacjami od Bartka Gawryszewskiego i Przemka Stępienia oraz zdjęcia z Anastasim, Falaschim i Schwarzem.
Zadowolona wyszłam z Ergo Areny około 20:00. Potem pokierowałam się do wujka, by zabrać rzeczy. Wtedy już lekko zmęczona pojechałam do domu.